Witaj na Zine.net online Zaloguj się | Rejestracja | Pomoc

TechEd - relacja 0.1

Zacznę może nietypowo (ale tylko może :) ) - od relacji pogodowo-rekreacyjnej z pobytu w LA. Dodam jedynie na początek, gwoli wyjaśnienia, ze wyjazd dotyczył udziału w konferencji TechEd.

Nie dołączam na razie żadnych zdjęć, bo znajduja sie na karcie Piotrka - jak jakieś dostanę z checia zamieszcze :) Aha - moimi towarzyszami byli Szymon i Piotrek, ale to pewnie wiecie z ich blogów :)
Z wieści pogodowych, to prawdę mowiąc spodziewałam sie czegoś innego - palącego slońca, plaży, palm, roznegliżowanych modelek (i modeli oczywiście), a przede wszystkim aktorów czajacych sie na kazdym rogu i pragnących mnie poznać (od biedy mógłby to być Brad Pitt...). Zamiast tego - chmury, śmieci, luksusowe budynki zaraz obok etnicznych dzielnic i stojących na rogach budek z hot-dogami. Do plaży jedzie się godzinę, a palmy co prawda były, ale nie robiły takiego wrażenia jak mogłoby sie wydawać.
Wiem, wiem - trzeba było się zakwaterować w Beverly Hills, albo Hollywood - wtedy poczułabym prawdziwą Californię. No ale niestety - wybór miejsca byl zdeterminowany nie do końca moimi decyzjami. Zakwaterowani byliśmy w hotelu w Downtown znajdującym się na pograniczu dzielnic latynoskiej i Little Tokyo.

Repertuar zwiedzonych miejsc byl dość ograniczony, z uwagi na fakt iż sesje kończyły sie o 18, a dodatkowo czasami imprezy sponsorów przeciagały pobyt w centrum koferencyjnym do godzin późniejszych. Na domiar złego zachorowałam - wlasciwie wszyscy zachorowaliśmy (tak, tak - swińska grypa, wiem :P ), ale mnie kopnęło dość porządnie i wiekszość wieczorów spedzałam w łóżku. Na zwiedzanie przeznaczyliśmy więc weekendy 9-10 oraz 16-17 maja.

Czas spędzony beletrystycznie przedstawiał się następująco:
1. Plaża w Santa Monica - w życiu nie sądziłam, że można zmarznąć i spalić się jednocześnie.
2. Aleja gwiazd w Hollywood - nuuudy...
3. Universal Studios Hollywood - świetny park rozrywki. Dawno się tak nie wybawiłam - polecam.
4. Venice Beach - niemal burza i zakaz kąpieli, ale przynajmniej byli serferzy:)
Najciekawszym dniem okazal sie dzien spedzony na rollercoasterach. Co jak co, ale rozrywkę Amerykanie serwują pierwszorzędnie. Wieczorem wybraliśmy się na pyszne steki. Tak... :) to był z pewnością dobry dzień.

Z wszystkiego w Stanach najbardziej podobał mi się profesjonalizm ludzi pracujących w uslugach (nie WCF-owych tylko analogowych :P) - nikt tam nie ma do mnie (w sensie do klienta) pretensji o to, że pracuje tam gdzie pracuje i że robi to co robi. Obowiazkiem tego kogos jest sprawić mi przyjemność. I to mi sie podoba :D

No cóż.... - to tak w telegraficznym skrócie. Moze następna relacja bedzie dotyczyć bardziej merytorycznej strony wyjazdu :)

Opublikowane 19 maja 2009 23:33 przez fusion

Komentarze:

Brak komentarzy
Komentarze anonimowe wyłączone