Ballmer, Ballmer, Ballmer
Bilet PKP Łódź-Warszawa-Łódź - 60 zł.
Czas poświęcony na przejazdy - 3,5 godz.
Możliwość zadania pytania prezesowi Microsoft - bezcenna?
No właśnie - pytanie brzmi: czy warto było przybyć na 50 minutowe spotkanie ze Stevem Ballmerem? Wszystko zależy od tego, czego oczekiwało się po tym spotkaniu. Za tym, żeby poświęcić pół dnia (w tym bezcenny poranek) przemawiały:
- możliwość zobaczenia na żywo człowieka, który "stoi za tym wszystkim",
- możliwość zadania mu pytania i
- możliwość w przyszłości rzucenia mimochodem podczas rozmowy "podczas jednego z moich ostatnich spotkań z Ballmerem mówił, że..." ;).
Natomiast siedzący na drugim ramieniu diabełek (pingwin?) podpowiadał:
- wyśpij się,
- i tak nie dowiesz się niczego wybitnie nowego,
- będzie transmisja on-line,
- wyśpij się,
- to jest spotkanie otwarte, więc Steve Ballmer nie będzie mógł zdradzić żadnych tajemnic.
Raz się żyje - zarejestrowałem się i zgłosiłem własne 4 pytania. Ku mojemu zaskoczeniu, do zadania wytypowane zostały aż dwa i to dokładnie te, na których najbardziej mi zależało.
Przybyłem na miejsce. Po prezentacji kilku klipów promocyjnych Microsoftu, na salę wszedł Steve w... biało-czerwonym szaliku z napisem "akslop". Na szczęście, w odróżnieniu od pewnego wysoko postawionego polskiego polityka, zauważył swój błąd, odwrócił szalik i okazało się że "akslop" to "Polska". Wstęp całkiem miły. Potem powiedział parę słów od siebie - coś o wizji, przyszłości, kryzysie. Następnie przeszliśmy do pytań. W sumie było ich ponad 10, z czego ja pytałem się o:
- Co sądzi Pan o patentach na oprogramowanie?
Trochę liczyłem tutaj na krytykę postawy "patentuj wszystko". Dostałem odpowiedź: "Patenty są bardzo ważne dla branży, jednakże prawodawstwo wymaga dopracowania, gdyż czasami prowadzi do nadużyć.". Nic odkrywczego, choć trudno się z tą odpowiedzią nie zgodzić. - Jaka będzie przyszłości Internet Explorera? Czy będziecie go rozwijać, czy też kupicie Operę lub stworzycie coś własnego?
Na to pytanie odpowiedź była konkretna: "tak - będziemy rozwijać IE, nie - nie kupimy Opery, bo nie zgodziłyby się na to instytucje antymonopolowe". Dodatkowo Steve zasugerował, że Microsoft stworzy coś nowego (czyżby Gazelle?) albo źle go zrozumiałem.
Co jeszcze zapadło mi w pamięci? Odpowiedź na pytanie, czy kryzys wpłynie na popularność darmowych rozwiązań - "nie - tylko zwiększy skalę piractwa". A także prośba o określenie całego spektrum działań Microsoftu jednym słowem. Ktoś na sali podpowiedział "awesome", co podchwycił i błyskotliwie rozwinął Steve - "awesome, baby!".
Generalnie prezes Microsoftu zrobił na mnie dokładnie takie wrażenie, jakiego się spodziewałem. Jest to człowiek o niezwykłej charyzmie, dużej spontaniczności, przechodzącej czasami w lekką odmianę szaleństwa (developers, developers, developers), potrafiący być momentami rozbrajająco szczery oraz świetnie czującym publiczność.
Czy było warto? Uważam, że tak.